Pierwsze wiadomości Nowego 2019 Roku

Na wstępie serdecznie pozdrowienia dla nielicznych czytelników serwisu.

Niedawno wędrując po internecie natrafiłem na aukcję gdzie przedmiotem sprzedaży okazała się kartka pocztowa z 1927 roku. Bardzo prawdopodobne, że kartka trafiła do zbioru kolekcjonera przez przypadek.

Dla nas jednak bardzo prawdopodobne wydaje się być jej pochodzenie związane z losami Osadników  deportowanych do obozu pracy w Piesczance. Według niektórych statystyk wywieziono w tamte okolice ok 11 tys Polaków w 1940. Dlaczego kartka wydaje się być pamiątką stamtąd tych zesłańców? Ponieważ przedstawia Czerdyń - ostatnie miasto przed transportem w głąb tajgi. A brak tekstu korespondencji sugeruje, że to była pamiątka osobista kogoś kto stamtąd wyjechał i powrócił ostatecznie do Polski.

Inna sprawa dotyczy wiadomości nt szykujących się do powrotu do Polski potomków jednego z osadników z terenu Wschodniej Ukrainy. Procedury w MSZ są przewlekane, ale nadzieje nie słabną..

Otrzymałem również informację że zmarła niedawno Pani Smagorzewska (?)która współpracowała ze Związkiem Osadników Wojskowych przygotowując m in monografię o Sienkiewiczach. Pozostaje na razie bez odpowiedzi los tej planowanej publikacji. 

Mam w dyspozycji znakomitą książkę śp Ludwika Adamczyka i zgodę Rodziny na wykorzystanie jej. Zatem w najbliższym czasie nie zabraknie nam fascynującej lektury.

Odnalazłem również w archiwum nagrania wywiadu - rzeki, jakiego udzielił mi w 2009 roku w Blackpool mój stryjek Henryk.

To z jednego z tych opowiadań dowiedziałem się o jednym ważnych wydarzeń będących udziałem mojego dziadka Józefa Piksa. W czasie prac przy wyrębie, któregoś razu Józef poważnie przeciążył się efektem czego dostał przepukliny. Nie było mowy aby mógł pracować, zatem nie wyszedł kolejnego dnia do pracy.

Niestety tłumaczenie na nic się zdały. Został aresztowany i na dwa miesiące zamknięty do karceru, cokolwiek to oznaczało. Potem, jak wyszedł odesłano go do pobliskiego miasta na operację tej nieszczęsnej przepukliny do szpitala. Chyba się wszystko udało bo po powrocie został kierownikiem brygady kobiecej i wrócił do wyrębu.

Mój stryjek - wówczas blisko 15-to letni chłopak wyznaczony był do zbierania odpadów z wyrębu i przewożenia na grzbiecie zwierząt jucznych. Specjalnym zadaniem był zbieranie drewna brzozowego, które służyło potem do zasilania gaz-generatorów. Pracował przy nich w tartaku w miesiącach zimowych przy obróbce zwiezionych drewnianych bali.

Młodszy, 9-letni Boguś został wysłany do szkoły. Najmłodszy - Józio, który urodził się w maju 1940 przeżył zaledwie parę miesięcy i z powodu zaniku pokarmu u mojej babci Teresy, zmarł około listopada 1940.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

Powtarzam przy okazji prośbę o zbieranie i kopiowanie oraz przesyłanie do nas informacji, opowiadań, czy tez zdjęć rodzinnych "NASZYCH OSADNIKÓW".

Adres kontaktowy: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

 

 

\